Przejdź do głównej zawartości

Polecane

Jezioro Como - nocleg, miejscówki, transport

     Włochy? To mój ulubiony klasyk. Pyszne pasty, pizza, lody, a i oczywiście Aperol Spritz i Limoncello. Zaskoczeniem tego wyjazdu były... cytrynowe lody, których nigdy wcześniej nie jadłam - a teraz nie mogę o nich zapomnieć.  Ale do rzeczy - gdzie spać, które miasteczka odwiedzić, co zjeść, jak się poruszać po COMO, jak dotrzeć z lotniska. Niech to będzie pigułka wiedzy dla Was, ale również dla mnie, bo już nie mogę się doczekać powtórki. Całymi dniami można spacerować z takimi widokami.  Obserwuj mnie na Instagramie    Gdzie spać      Długo zastanawiałam się nad odpowiednią bazą wypadową. Brałam pod uwagę kilka miasteczek, a nawet Mediolan. Zaczęłam od spisania co chcemy zobaczyć i jak dotrzeć do tych miejsc. Porównałam ceny noclegów, przejrzałam opinie na blogach i padło na... Lecco.  To niewielka mieścina bez tłumów - idealna, by odsapnąć po intensywnym zwiedzaniu.  Z lotniska Malpensa dotarłyśmy pociągiem z jedną przesi...

Karnawał w słonecznej Bazylei - plan, noclegi, transport

    Nie planowałyśmy tego. A jednak Bazylea, trochę niepozorna, trochę nieoczywista, przywitała nas jak najlepsza gospodyni – z błękitnym niebem, zapachem kawy unoszącym się z ulicznych kawiarenek i pierwszymi dźwiękami nadchodzącego karnawału. Trafiłyśmy na czas przygotowań do Fasnacht – szwajcarskiego karnawału, który Bazylea obchodzi z niezwykłą dumą i charakterem. Na ulicach pojawiały się pierwsze kolorowe dekoracje, w witrynach sklepów maski i bębny. To nie jest karnawał w stylu Rio – raczej poetycki spektakl światła, dźwięku i tradycji, który zaczyna się o świcie, w całkowitej ciemności. Ale o tym dowiedziałyśmy się dopiero później. Na razie cieszyłyśmy się tym, co tu i teraz.

Słońce świeciło jak na zamówienie. Zamiast planować kolejne muzea (a Bazylea, z ponad czterdziestoma instytucjami sztuki, naprawdę kusi), zeszłyśmy nad Ren. To był ten moment, kiedy dzień niespiesznie toczy się swoim rytmem – spacer, ławka z widokiem na leniwą rzekę, ciepło bijące od kamiennego nabrzeża i dźwięk kroków przechodniów.

Bazylea ma w sobie coś z francuskiej nonszalancji, niemieckiej precyzji i szwajcarskiego spokoju. To miasto trzech granic, trzech języków i tysiąca historii. Lubi patrzeć z dystansu. Ale jeśli pozwolisz jej się poznać, odpłaca pięknymi momentami – jak ten nad rzeką, kiedy czas się zatrzymuje, a Ty po prostu jesteś.

Nie wiem, czy wrócimy do Bazylei. Może to było tylko jedno popołudnie zapisane na marginesie podróży. Ale czasem właśnie takie dni zostają z nami na dłużej.


O przygotowaniach do karnawału dowiedziałyśmy się na miejscu. Super doświadczenie!


Jak dotrzeć do Bazylei i jaki transport wybrać po mieście

    Bazylea, choć nie zawsze znajduje się na trasie głównych turystycznych szlaków, jest doskonale skomunikowana – jak przystało na miasto położone na styku trzech krajów. Dojechać tu można na wiele sposobów – i każdy z nich ma swój urok.

Jeśli przylatujesz samolotem, najprawdopodobniej wylądujesz na lotnisku EuroAirport, które... leży we Francji. To jedno z niewielu lotnisk na świecie, które współdzielą trzy państwa: Szwajcaria, Francja i Niemcy. Po przylocie wystarczy wybrać szwajcarskie wyjście i w ciągu kilkunastu minut można być już w centrum Bazylei – autobusem linii 50, który łączy lotnisko z głównym dworcem kolejowym (Bahnhof SBB).

Dla tych, którzy lubią podróże koleją – Bazylea jest świetnym punktem przesiadkowym. Dojedziesz tu pociągiem zarówno z Zurychu, Lucerny czy Genewy, jak i z niemieckiego Freiburga czy francuskiego Strasburga. Dworzec SBB to jeden z największych i najbardziej eleganckich dworców w Szwajcarii – nawet jeśli nie planujesz dalszej podróży, warto zatrzymać się tu na chwilę.

A co potem? Bazylea nie wymaga samochodu. Miasto promuje zrównoważony transport – i naprawdę łatwo się tu poruszać pieszo, na rowerze lub tramwajem. Sieć tramwajowa działa z szwajcarską precyzją, a zielone wagony sunące przez mosty nad Renem stały się jednym z symboli miasta. Co ciekawe – tramwaje kursują również poza granice Szwajcarii, docierając do niemieckiego Weil am Rhein i francuskiego Saint-Louis. To jeden z tych codziennych luksusów, który w Bazylei traktuje się jak coś zupełnie naturalnego.

Jeśli planujesz zwiedzać więcej niż tylko centrum, warto rozważyć zakup karty Basel Card, którą otrzymasz bezpłatnie przy zameldowaniu w hotelu. Dzięki niej korzystasz z komunikacji miejskiej za darmo, masz zniżki do muzeów, a nawet możesz wypożyczyć rower.

Ale być może – tak jak my – wybierzesz najprostszy sposób: spacer. Bazylea to miasto, które warto poznawać powoli, krok po kroku, odkrywając jej zaułki, placyki i mosty. Bo tutaj droga jest równie ważna jak cel. 

1. Ciepłe światło idealnie podkreślało urokliwe kamieniczki. 2. Patrzcie na ten kostium. 3. Przygotowania do poniedziałkowego karnawału. 4. poszłyśmy się zgubić, jak zawsze. 5. Targ przy ratuszu. 6. Całe miasto opanowały przygotowania do karnawału. Fajnie, że też mogłyśmy poczuć namiastkę tego klimatu.


Gdzie spać

Szukając miejsca na nocleg, zależało nam na czymś prostym, wygodnym i dobrze skomunikowanym z centrum miasta. Bazylea oferuje szeroki wybór hoteli i pensjonatów – od designerskich butików po kameralne B&B. My wybrałyśmy przyjemny, nowoczesny hotel, który idealnie wpisuje się w rytm miasta i pozwala szybko poczuć jego codzienny puls.

B&B Hotel Basel to miejsce, które szczególnie polecamy – czyste, schludne i komfortowe, z sympatyczną obsługą. Położony jest w spokojnej okolicy, ale dzięki sprawnym tramwajom w kilka minut znalazłyśmy się na nabrzeżu Renu, gotowe na spacer i pierwsze karnawałowe wrażenia. Ten niewielki dystans od centrum okazał się cennym dodatkiem – bo po intensywnym dniu w mieście warto odpocząć w ciszy i komforcie.

Jeśli cenisz sobie praktyczne rozwiązania, w Bazylei łatwo znajdziesz nocleg dopasowany do swoich potrzeb – od eleganckich hoteli przy Starym Mieście po przytulne pensjonaty w pobliżu muzeów. Niezależnie od wyboru, baza noclegowa tutaj to przede wszystkim spokój i jakość, które dobrze wpisują się w charakter tego miejsca.

1. Jakie mini autko. 2/3. Podświetlone kamieniczki pełne klimatu. 4. Odpoczywałyśmy w pełnym słońcu nad Renem. 5. Wpadłyśmy na bbq. 6. Zwiedzałyśmy centrum. 


Co zwiedzić

    Plan miałyśmy. Ale – jak to bywa z planami – pozwoliłyśmy mu się rozluźnić. Bazylea, choć niewielka, nie pozwala się zamknąć w punktach na mapie. To miasto lepiej odkrywać intuicyjnie, między kawą a słońcem, między krokiem a spojrzeniem przez ramię.

Zaczęłyśmy od serca miasta – Starego Miasta (Altstadt), gdzie pastelowe kamieniczki z wykuszami i drewnianymi okiennicami tworzą klimat jak z ilustracji. Wąskie uliczki Spalenberg, Nadelberg i Leonhardsgraben wiją się między butikami, księgarniami i galeriami. Historia spotyka tu codzienność – ktoś przechodzi z zakupami, ktoś czyta gazetę na schodkach, ktoś inny wiesza pranie. A my po prostu spacerujemy. 

Na Marktplatz trwał targ – kolorowy, głośny, pachnący przyprawami i chlebem. W tle – czerwony jak z bajki ratusz (Rathaus) z ozdobną fasadą i złoceniami. Jeśli dobrze się wsłuchać, słychać nawet echo przeszłości – podobno w jednej z jego sal debatował kiedyś sam Erazm z Rotterdamu, który właśnie w Bazylei spędził ostatnie lata życia.

Tuż obok czekała na nas katedra Münster z czerwonego piaskowca – elegancka, gotycka, dumna. Ale najpiękniejszy był widok z tarasu Pfalz – wysoko nad Renem, z dachami miasta pod stopami i ciszą, która nie zdarza się w dużych miastach. Po drugiej stronie rzeki – dzielnica Kleinbasel, mniej turystyczna, bardziej lokalna, bardziej prawdziwa.

Spacer wzdłuż Renu to jedno z tych doświadczeń, których się nie planuje – po prostu idziesz. Mijasz studentów jedzących lunch na murkach, emerytów czytających gazety, rowerzystów, psy, wózki. Mijasz ludzi. I życie. Zatrzymałyśmy się na Mittlere Brücke – najstarszym moście w mieście – i patrzyłyśmy, jak rzeka płynie. To był jeden z najspokojniejszych momentów całej podróży.

Bazylea i sztuka – tego nie da się rozdzielić. To najbardziej kulturalne miasto Szwajcarii. I choć tym razem nie odwiedziłyśmy żadnego muzeum, nie sposób ich nie polecić:

  • Kunstmuseum Basel – największe i najstarsze muzeum sztuki w kraju, z dziełami van Gogha, Gauguina, Holbeinów, Klee czy Rothki. Jeśli gdzieś warto zniknąć na kilka godzin – to tutaj.

  • Fondation Beyeler – otulone ogrodem muzeum, gdzie nowoczesność spotyka naturę. Wśród eksponatów Picasso, Monet, Giacometti, Calder. Sam budynek, zaprojektowany przez Renzo Piano, jest dziełem sztuki.

  • Muzeum Tinguely’ego – zabawne, surrealistyczne, pełne ruchomych rzeźb. Dla tych, którzy lubią sztukę z przymrużeniem oka i nutą szaleństwa.

  • Vitra Design Museum – nieco dalej, po stronie niemieckiej, ale warto – to mekka dla fanów designu, architektury i nowoczesnej formy. Już sam kampus muzeum, z budynkami autorstwa Zahy Hadid czy Franka Gehry’ego, to prawdziwa uczta dla oka.

A jeśli ktoś szuka czegoś bardziej kameralnego – Basler Papiermühle, czyli Muzeum Papieru w dawnym młynie wodnym. Miejsce pełne zapachu starego pergaminu, drewnianych pras i czcionek drukarskich. Można tu własnoręcznie wytworzyć papier i na chwilę dotknąć rzemiosła, które zniknęło w świecie klawiatury.

Na koniec dnia warto usiąść nad rzeką – najlepiej z kubkiem lokalnego Ueli Bier, wypiekanym Basler Fastenwähe i widokiem na łodzie dryfujące z nurtem Renu. Latem mieszkańcy wrzucają swoje rzeczy do kolorowych, wodoodpornych worków i… płyną z prądem.


    Bazylea nie próbuje być wszystkim naraz. Jest miastem z charakterem – spokojnym, pewnym siebie, trochę na uboczu, ale właśnie przez to tak intrygującym. To nie miejsce, które trzeba „odhaczyć”. To miasto, które się czuje – w świetle, w smaku, w ciszy nad rzeką. I może właśnie dlatego zostaje z nami na dłużej, nawet jeśli odwiedziłyśmy je tylko na chwilę.

Komentarze

ZAJRZYJ RÓWNIEŻ